Life by You
JĘZYK POLSKI

Molestowanie polszczyzny, czyli język blogów modowych

Polskie blogi o modzie są najczęściej ubogie w treści.

   napisał JaN  2016

Zdjęcia mają eksponować zalety towaru, a bloger staje się w takiej współpracy słupem reklamowym

Na początek drobna uwaga dotycząca nazwy: blogi modowe często nie są w ogóle blogami, to po prostu strony internetowe. Same nazywają się jednak blogami modowymi, i tak pozycjonują się w wyszukiwarkach. Określenie jest modne, "na czasie" i fraza ta jest często poszukiwana przez internautów.

Polskie blogi o modzie są najczęściej ubogie w treści. Trochę szkoda, bo przy odrobinie wysiłku można rozwijać je na wiele sposobów, wychodzić poza sztywne ramy, łączyć tematykę modową z innymi treściami, poszukiwać oryginalności i wyrazistości. Niestety, przeważa prosty schemat: ubieram nowe rzeczy, robię sesję fotograficzną i wrzucam zdjęcia. Czasem opatruję je opisem, choć raczej skromnym: koniecznie zaznaczam marki odzieży, obuwia czy akcesoriów.

Schemat wpisów też bywa podobny. Na przykład: dwa zdania o pogodzie i nastroju, a następnie informacje o produktach, które się nosi. Naprawdę nieczęsto zdarza się, by autorzy rozwijali wątłe, rachityczne wpisy w coś więcej. Działają w prosty sposób: "Założyłam to i to, jak wam się podobam?". A pod zdjęciami komentarze, zapewne moderowane: "Wyglądasz wspaniale!".

Wiele blogów modowych, zwłaszcza tych chętniej czytanych, wchodzi we współpracę z firmami odzieżowymi lub sklepami internetowymi. Firmy same przygotowują wpisy lub je zatwierdzają. Język tych wpisów jest nieautentyczny, przypomina uładzone teksty z ulotek reklamowych, nie zaś osobiste refleksje blogerów. Blogerzy firmują reklamy własną twarzą, zakładają wyznaczone rzeczy, stają się częścią akcji promocyjnych firmy. Zdjęcia mają eksponować zalety towaru, a bloger staje się w takiej współpracy słupem reklamowym.

To prawda, że niemal całe słownictwo dotyczące mody ma w polszczyźnie źródło obce. Kiedyś źródłem tym był język francuski, dziś niepodzielnie króluje angielski. Obce jest samo słowo "moda", zapożyczone są wyrazy fryzura, makijaż, elegancja, kostium, modelka żakiet, biżuteria, manicure, butik, perfumy, szal, pulower, szorty, parasol i dziesiątki, jeśli nie setki innych.

Mnóstwo jest też zapożyczeń nowszego typu: t-shirt, push up, stringi, modelling czy trendy. Lista pożyczek jest długa, tak naprawdę słów rodzimych określających elementy ubioru, zjawiska modowe, mamy niewiele. I właśnie dlatego powinniśmy dbać, by nie zachwaszczać mowy kolejnymi zapożyczeniami.

"Założyłam to i to, jak wam się podobam?".
"Wyglądasz wspaniale!"

"Taki look jest bardzo wygodny i świetnie sprawdzi się do szkoły" – pisze estellefashion.pl (Estera Morawska). A w innym miejscu: "Mam nadzieję, że nowy look się Wam spodoba". Mnie się przede wszystkim nie spodobał "look", bo oznacza po prostu "wygląd", ewentualnie "wizerunek". Po co ten look? Kariera tego terminu w środowisku blogerów modowych jest niezrozumiała. Możliwe zresztą, że jest to kariera chwilowa – niektóre obce słowa żyją w naszym języku tylko przez jakiś czas. Błysną nowym blaskiem, po czym matowieją i gasną, znikając z mowy.

Inny przykład, wręcz modelowy, jak nie należy stosować zapożyczeń, przynosi wpis na blogu fashionable. Jego tytuł brzmi: "Nowości w szafie typu basic, czyli trendyslow fashion". Prawdziwa żonglerka modnymi angielskimi terminami. Na dodatek pozbawiona sensu, bo wynika z niej, że szafa jest typu basic. A chodzi o ubrania, które się w niej trzyma, tak przynajmniej wynika z treści wpisu.

Ten kuriozalny tytuł brzmi jak molestowanie ojczystej mowy. Można było pójść jeszcze dalej i zastąpić "nowości" angielskim "news". Mielibyśmy "News w szafie typu basic – trendy slow fashion". I wówczas prawie wcale nie byłoby polskich słów, czyli chyba blisko ideału autorów.

"Czasem łączymy elementy tego stylu z casualem" – piszą autorzy fashionable.com.pl. Z casualem, czyli z ubiorem wygodnym, codziennym i eleganckim zarazem. Owszem, czasem bywa tak, że słowa angielskie nie mają odpowiedników w polszczyźnie. Ale czy naprawdę ich potrzebują? Czy w tym przypadku zachodzi paląca potrzeba użycia terminu "casual"? Nie sądzę. Zaciąganie do języka ojczystego obcych wtrętów ma być w intencji autorów dowodem bycia na czasie, a może nawet wyprzedzania panujących nad Wisłą trendów. Te słowa mają chyba olśnić czytelnika... A są tak naprawdę kolejnym przykładem beztroskiego okaleczania języka polskiego, zdradzającego ubóstwo intelektualne używających je osób.

Czy naprawdę nie da się nazwać krótkiej kurtki inaczej niż "flyers" lub "bomber jacket"? Jak będziemy odmieniać te terminy? Podobają mi się "bomber jackety"? A może "bomber jacketsy", tak jak "flyersy", które już dawno się przyjęły? Brzmi idiotycznie, ani to polskie, ani angielskie. Dlaczego nie może być to po prostu krótka kurtka?

"Postanowiłam napisać o moich must have’ach na nadchodzący sezon, oczywiście łącząc zakupy na nowy sezon z smartshoppingiem" – pisze z kolei glamourina. To samo na (polskieszafiarki.pl quintessenceofbeauty): "ubrania w jesiennym klimacie, które tej jesieni są absolutnym Must Have'm!". Jeden must have, dwa must have'y, pięć must have'ów - no, po prostu termin palce lizać, bardziej swojski niż "Rota" Konopnickiej. "Smartshoppingu" też raczej nie znajdziemy w "Kronikach" Długosza czy w "Panu Tadeuszu". Podobnie "street fashion", który to termin ponieważ angielski, brzmi oczywiście stokroć lepiej niż "moda uliczna"...

Warto dodać, że niektórzy autorzy blogów uparcie wciskających anglicyzmy nie znają angielskiego zbyt dobrze. Zaryzykuję tezę, że im słabsza znajomość angielskiego, tym łatwiej we wpisach o anglojęzyczne chwasty. Ta powierzchowna fascynacja jest zabawna i pretensjonalna zarazem. Każdy blog obowiązkowo na stronie głównej posiada krótki opis blogerki po angielsku. To tak na wypadek, gdyby na stronie pojawił się Giorgio Armani z propozycją wielkiej kariery.

Patrzę teraz na powyższy tekst i widzę, jak roi się w nim od czerwonych podkreśleń, niczym od błędów. To słowa, których nie zna automatyczny słownik języka polskiego. Tyle się ostatnio mówi o patriotyzmie, może zacznijmy w ramach postawy patriotycznej szanować naszą mowę?

Blogerzy firmują reklamy własną twarzą, zakładają wyznaczone rzeczy, stają się częścią akcji promocyjnych firmy.

NAJNOWSZE

Molestowanie polszczyzny, czyli język blogów modowych.

Life by you, czyli człowiek jest kreatorem własnego życia.

Moc kreacji, siła odwagi. Życie jest piękne, kiedy ma się na nie plan.

Bitwa modowa: Ukrainki kontra Polki

Psychologia kolorów. Na co dzień traktujemy kolor jak coś, co po prostu jest i nie zwracamy na nie większej uwagi.

Problemy z używaniem Translatora Google. Resultat jest żenujący.

Armstrong, Eastwood, Taylor & Swift -- Czyli zabawne angielskie nazwiska.

Toksyny w Kosmetykach. Czy Kosmetyki Są Toksyczne?

Terapia kolorami. Niebieski jest cudowny.