Life by You
ANGIELSKIE CHWASTY W POLSCE

Zachwaszczanie języka polskiego angielskim gęganiem

Mikołaj Rej nie gęgał.

   napisała Zwykła Osoba   2016

„A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.

Chyba każdy z nas zna to słynne zdanie, często skracane do „Polacy nie gęsi”, co by oznaczało, że nasz wspaniały przodek porównywał nas do ptactwa domowego. Nie pamiętam, jak interpretowano to zdanie w szkole, ale sama przez całe życie, aż do dzisiaj, byłam przekonana, że Rej właśnie to miał na myśli. Jakież było moje zdumienie, gdy na wikiquote.org przeczytałam, że gęsi w tym zdaniu jest przymiotnikiem a nie rzeczownikiem, a Rej mianem gęsi określał członków Watykanu i wszystkich posługujących się łaciną. Brzmienie języka łacińskiego przypominało poecie gęganie. Powinniśmy zatem rozumieć to zdanie w następujący sposób – Polacy nie posługują się językiem, którym mówią gęsi, lecz swoim.

Namawianie Polaków do zaprzestania mówienia językiem gęsi, czyli językiem Watykanu, było ze strony Mikołaja Reja niezwykle bohaterskim czynem, ponieważ w tamtych czasach za próby podważania potęgi tego systemu, dominującego nad polityką i kulturą, groziła szubienica. Łacina, narodowy język gęsi, zachwaściła nasz język i miała niekorzystny wpływ na jego rozwój. Od czasów Reja, język polski przeszedł wiele zachwaszczeń, które można by nazwać nawet gwałtami. Po gwałcie łacińskim przyszedł gwałt francuski, niemiecki i rosyjski. Dzisiaj mamy do czynienia z gwałtem angielskim, który różni się nieco od poprzednich – to bardziej samogwałt.

Zachwaszczanie języka polskiego angielskim gęganiem

Dzisiejsze, całkiem skuteczne, próby wyeliminowania języka polskiego to zachwaszczanie naszego języka angielszczyzną. Są one o wiele bardziej niebezpieczne niż poprzednie, i mogą zakończyć się całkowitą anihilacją języka polskiego. Poprzednie próby wyeliminowania naszego języka były narzucane przemocą z góry, przez zaborców. Polski naród opierał się i walczył o swój język i kulturę. Dzisiejsze próby wyeliminowania języka polskiego rodzą się na dole, głównie wśród młodych ludzi, którzy myślą, że imponują innym, gdy wtrącają angielskie słówka i wyrażenia podłapane z piosenek i filmów produkowanych przez wielkie korporacje dla prymitywnych mas.

Ignorancja i arogancja użytkowników internetu i innych mediów względem angielskiego gęgania jest zdumiewająca. Czy ktokolwiek chciałby uczyć się języka polskiego od jakiegoś przygłupa z zabitej dechami dziury? A jednak nasza młodzież chętnie podłapuje zwroty zawarte w złej treści wytworach kulturowych produkowanych dla mas, i, tak samo jak amerykańskie masy, przyswaja je bezkrytycznie. Tak, nasz kraj zamieszkuje obecnie stado zombie o niezróżnicowanych, półpłynnych kretyńskich twarzach, wciąż czekające na nowy zastrzyk angielskiego gęgania z mediów.

Najgorsze jest to, że wspomniana angielszczyzna to język tumanów i kryminalistów

Moda i muzyka popularna stoją na czele tego nurtu. Prawie każda blogerka modowa używa angielskich słów albo całych wyrażeń, które w polskim nie mają sensu, a w angielskim brzmią tandetnie. Zaś bezmyślni polscy „raperzy”, nieświadomi faktu, że rap (czyli krzyki, bo muzyką nie można tego nazwać) jest wytworem amerykańskich murzynów-analfabetów, często odsiadujących wyroki za morderstwa, zatruwającym naszą muzykę i obyczaje. I taką właśnie kulturą fascynuje się polska młodzież. Młodzi naśladują najpodlejszą podkulturę tylko dlatego, że wywodzi się ona z Nowego Yorku albo Hollywoodu i mają z nią styczność w telewizji.

Moda i angielskie chwasty

Jednak nie tylko blogerki modowe powinny być obwiniane za gwałcenie języka polskiego, ponieważ prawdopodobnie nauczyły się one tandetnych angielskich słówek i zwrotów ze środków masowej komunikacji. Także prasa i telewizja dokonują gwałtu na naszej kulturze. Prawie co trzecie słowo drukowane w prasie jest albo słowem angielskim, czasami też całe zdania są kalką z angielskiego.

Tak, nasz kraj zamieszkuje obecnie stado zombie o niezróżnicowanych, półpłynnych kretyńskich twarzach, wciąż czekające na nowy zastrzyk angielskiego gęgania z mediów.

Zastanawiałam się, skąd się to wzięło, i dopiero po przejrzeniu kilku polskich magazynów internetowych dla kobiet zrozumiałam, że nasi dziennikarze kopiują tematy z anglojęzycznych magazynów (rozpoznałam wiele z tych artykułów, ponieważ czytałam je już wcześniej po angielsku) i tłumaczą je w dosłowny sposób. Nie tylko przemycają angielskie słowa, bo, albo nie potrafią ich przetłumaczyć albo są na to zbyt leniwi, ale też ubogą strukturę zdania angielskiego. Zauważyłam to, gdy sama tłumaczyłam artykuł „ciemnie strony świata mody”. Od wielu lat nie używałam języka polskiego na co dzień, moje tłumaczenie było do pewnego stopnia spolszczonym angielskim. Efekt był mizerny – pojawiły się tam słowa nieistniejące w języku polskim, jak również przekręcona kolejność słów w zdaniach, chociaż zauważyłam to dopiero po otrzymaniu korekty mojego tekstu.

A więc język polski jest nie tylko zachwaszczany przez angielskie słowa, ale też przez dosłowne tłumaczenia – tak zwane kalki.

Z drugiej jednak strony, zastanawiam się, czy powinnam się martwić, że mój polski to spolszczony angielski? Może mój polski jest „kul”, „hot” i „zajebisty” (o wulgaryzacji języka napiszę innym razem) a ci, którzy poprawnie posługują się polszczyzną to „luzers” (nieudacznicy). Czaicie?

Jak będziemy mówili za 10 lat?

Jak będzie wyglądał język polski za 10 lat? Czy będzie podobny do mowy niewykształconej Polonii z Chicago? W szopie na kornerze, zakoluje do tobie tumoroł, ja mam noł-hał, mój kar – to tylko kilka przykładów Chicago-mowy, która wydawała mi się całkiem zabawna, gdy spotkałam się z nią po raz pierwszy, jednak gdy zaczęłam ją rozpoznawać na stronach polskich magazynów i blogów pisanych i redagowanych przez niby wykształconych ludzi, nie było w tym już nic śmiesznego. ”W szopie na kornerze” albo „nasz menadżer” to przykład czytania angielskich słów po polsku, zamiast ich tłumaczenia.
* Szop (shop) to sklep a nie nasza szopa.

Czy niedługo „wzięłam telefon komórkowy ze stołu” będzie brzmiało „tejknełam selfona z tejbla”?

Samogwałt?

W przeszłości nasza kultura, w tym także język, były gwałcone przez zaborców. Zaliczyć do nich można także Watykan. Dzisiaj jesteśmy gwałceni przez nasz margines społeczny. Jeżeli nawet poloniści wplatają w swe wypowiedzi angielskie chwasty zamiast używać ich polskich odpowiedników, to znak, że stoimy na skraju przepaści.

"Lilly Marlenne", blogerka modowa i "Pani Filolog i Logopeda" napisała: „Chcesz podjąć współpracę dla samego fejmu...” Nie zna ona angielskiego i zapisuje słowo „fame”, pochodzące z tego właśnie języka, używając polskiej pisowni „fejm”. Fame oznacza sławę. Jeżeli polonistka nie potrafi ułożyć prostego zdania ze słowem „sława”, to żyjemy w czasach poważnego kulturalnego oraz społecznego kryzysu.


Polonistka "Lilly Marlenne" przybrała skopiowaną tożsamość. Farbuje włosy na czarno, ubrania wybiera czarne lub w zgniłych odcieniach. Wyraźnie zmałpowała taki styl od przedstawicieli innych kultur. Najgorsze jest to, że taka osoba pracuje z dziećmi. Jestem przekonana, że płaczą one ze strachu na jej widok.

Natomiast Adam Kwiatkowski, także bloger modowy, napisał: „Potrzebuję Waszych wskazówek, ponieważ na blogu rozpocząłem shoes hunter project”. Odpisałam mu więc, że skoro zaśmieca język polski angielskimi chwastami, to może powinien zmienić nazwisko z Kwiatkowski na Angielskichwast. Poradziłam mu także, by użył angielskiego odpowiednika wyrażenia angielskichwast – englishweed. Rezultat: Adam Englishweed, takie angielskie, zagraniczne nazwisko brzmi lepiej. Czadowo, prawda?


Bloger mody, Adam Kwiatkowski aka Englishweed. Ten angielski chwast chodzi w podartych dżinsach, naśladując obcą kulturę, o której nie ma zielonego pojęcia. No i stara się gęgać po angielsku. So cool! / Tak kul!

Uparte używanie angielskich słówek i zwrotów, podczas gdy istnieją ich polskie odpowiedniki, jest dowodem intelektualnej nędzy, a nie szpanem. Ojej, bardzo przepraszam, teraz mówi się chyba ‘kul’ a nie szpan. Wybaczcie.

Kalki z angielskiego

Jednym z przykładów dosłownego tłumaczenia z angielskiego, tzw. kalki, jest zwrot „dedykowane do czegoś”. Po polsku mówimy „dedykowany czemuś" a nie „do czegoś”. Pan Łukasz Rokicki napisał artykuł wyjaśniający znaczenie czasownika „dedykować”. Umieścił w nim jednak angielskie chwasty np. „hostingu” i „marketingowców”, zaśmiecając nasz język.

Nie do końca zgadzam się z wytłumaczeniem pana Rokickiego dotyczącym używania słowa „dedykowany”:

Myślę, że użycie tego słowa w kontekście „serwer dedykowany” nie ma nic wspólnego z ”marketingową manipulacją”, a raczej ze słabą znajomością zarówno języka angielskiego jak i polskiego, a także lenistwem umysłowym oraz brakiem talentu do tłumaczenia (tłumaczy nie pana Rokickiego). Tłumaczenie jest sztuką samą w sobie. Znajomość języka obcego nie wystarczy by powstało dobre tłumaczenie. Tłumacz jest równie ważny jak pisarz. Powinien mieć wyczucie językowe w obu językach i dobierać słowa tak, jak malarz dobiera kolory na palecie. W związku z tym, sama znajomość drugiego języka nie oznacza, że ktoś jest gotowy by zostać tłumaczem.

W języku angielskim słowo „dedicated” (dedykowany) ma inne znaczenie niż w polskim. Oznacza ono, że coś jest używane (lub przeznaczone) tylko do jednego konkretnego celu. Tak więc wyrażenie „dedicated server” nie powinno być tłumaczone jako „serwer dedykowany”, ale raczej jako „serwer zobowiązany, przeznaczony ” (do twojej usługi) albo „odrębny, wolnostojący serwer”.

Nie pozwólcie leniwym umysłowo ludziom zachwaszczać języka polskiego angielskimi idiotyzmami!


===============================================

NOWE (12.08.2017): Komentarze. Zostaw komentarz na dole strony.

NAJNOWSZE

Molestowanie polszczyzny, czyli język blogów modowych.

Life by you, czyli człowiek jest kreatorem własnego życia.

Moc kreacji, siła odwagi. Życie jest piękne, kiedy ma się na nie plan.

Bitwa modowa: Ukrainki kontra Polki

Psychologia kolorów. Na co dzień traktujemy kolor jak coś, co po prostu jest i nie zwracamy na nie większej uwagi.

Problemy z używaniem Translatora Google. Resultat jest żenujący.

Armstrong, Eastwood, Taylor & Swift -- Czyli zabawne angielskie nazwiska.

Toksyny w Kosmetykach. Czy Kosmetyki Są Toksyczne?

Terapia kolorami. Niebieski jest cudowny.